Wersja do wydrukuWersja do wydruku

czerwone wierchySą miejsca w polskich Tatrach, w których po prostu ,,nie wypada’’ nie być, i szlaki, których ,,nie wypada’’ nie przejść. Jednym z nich są Czerwone Wierchy. My jednak spróbujemy pokonać je inaczej niż większość turystów. Oczywiście – coś za coś. Pominiemy Kopę Kondracką. Mimo to – warto.

Jeśli w ogóle można w polskich Tatrach mówić o czerwone wierchymiejscach o mniejszym ,,zagęszczeniu’’ turystów, z pewnością zalicza się do nich Dolina Małej Łąki: leży nieco na uboczu, nie prowadzą przez nią najpopularniejsze szlaki. I właśnie od niej zaczniemy.
 
Niebieski szlak odchodzi od głównej drogi na Zakopane w Groniku niedaleko dawnego kamieniołomu wapienia i zlepieńca. To właśnie te skały decydują o niezwykłości Doliny Małej Łąki – jest to jedyna dolina w naszych Tatrach w całości wycięta ze skał osadowych. 
 
Znaki prowadzą nad potokiem przez ponadstuletni las świerkowo-jodłowy z domieszką buka aż do polanki Szatra (1040 m). Zawdzięcza ona swoją nazwę stojącemu na niej do II wojny światowej szałasowi pasterskiemu (sotra – leśna chatka).
 
czerwone wierchyŻólty szlak kieruje się w głąb doliny, my jednak podążamy wciąż niebieskim w prawo: to tzw. Hawiarska Droga. Kiedyś zwożono nią rudę z kopalni na zboczu pobliskiego Skoruśniaka. Kopalnia ta, zwana Wantule, do około 1860 roku działała „nad samą halą na reglu”, mimo ubogiej rudy żelaza (11%) pokrywając na początku XIX wieku połowę zapotrzebowania huty w Kuźnicach.
 
Kiedy szlak wyłoni się z lasu na ładną polankę Przysłopu Miętusiego (1189 m), warto zrobić sobie krótki postój, by pokontemplować widoki na cel naszej wędrówki – Czerwone Wierchy i zebrać siły na dalszą długą wędrówkę. Warto wiedzieć, że przysłop to częste w Karpatach pospolite, pochodzenia wołoskiego, określenie przełęczy. Drugi człon nazwy wywodzi się natomiast od górala Miętusia z Cichego, któremu król Zygmunt III nadał w 1595 roku pastwisko „Przysłop”.
 
Początek podejścia może zaskoczyć i wywołać pytania: czerwone wierchyczy na pewno dobrze idziemy? Nie dość, że niebieski szlak „wpada” w cienistą kotlinkę zamiast piąć się do góry, to jeszcze przez dłuższy odcinek prowadzi prawie po płaskim! Droga Hawiarska wiedzie dolinką, o której zdaje się, że turyści zapomnieli: ścieżka jest stosunkowo wąska, a otaczające ją gąszcze malin i na różowo kwitnącej wierzbówki kiprzycy nadają jej trochę „dziki” charakter. Porastający zbocza Skoruśniaka stary las zniszczył halny w 1968 roku, powalone drzewa przez dłuższy czas tarasowały ścieżkę. Dziś pozostały tylko ślady tego spustoszenia, a las się odradza.
 
Pomiędzy powalonymi drzewami i pozostałościami pierwotnego lasu świerkowego kryją się Wantule (wanta – kamień, głaz): zajmujące powierzchnię 0,25 km2 cmentarzysko głazów, których objętość dochodzi do 1250 m3. Prozaiczni naukowcy jego powstanie widzą w obrywie skalnym ze zboczy Dziurawego pod koniec epoki lodowcowej. Górale jednak tłumaczą to inaczej: niegdyś tętniło tu bujne życie. Pewnego dnia źli pasterze przepędzili żebraka, któremu pomógł jedynie mały chłopiec. W nagrodę starzec poradził mu, aby czerwone wierchyobserwował niebo i kiedy pojawią się na nim trzy chmurki – uciekał. Chłopiec posłuchał rady i jako jedyny ocalał, gdyż wkrótce po opisanym zjawisku atmosferycznym rozległ się grzmot i rumowisko skalne na wieki przykryło osadę. Podobno do dziś spod głazów słychać beczenie owiec. Niestety, nie mamy możliwości tego sprawdzić, gdyż Wantule nie są dostępne dla turystów.
 
Od żlebu Wodniściak zaczyna się prawdziwe, porośnięte kosówką, podejście, a wraz z nim – widoki na Wielką Świstówkę. Jej nazwa sugeruje szczyt, tymczasem wręcz przeciwnie: jest to duży, otoczony pełnymi jaskiń skałkami, kocioł polodowcowy, na którego dnie znajduje się bula wapienna z „podręcznikowymi” żłobkami krasowymi.
Szlak prowadzi dalej przez siodło Kobylarza, a następnie dużym piarżystym Kobylarzowym Żlebem. Mamy okazję zaobserwować ciekawą florę piargową oraz poczuć, że jesteśmy w wysokich górach. Niewielki, 12-metrowy fragment trasy ubezpieczony łańcuchem nie nastręcza prawie żadnych trudności, jednak w 1870 roku Walery Eljasz zalecał tu „drapać się z wielką ostrożnością”. Dzięki tym atrakcjom piarżyste podejście mija szybko i przechodzi w łagodny grzbiet, który prowadzi aż na sam szczyt Małołączniaka.
 
 Zbocza porośnięte są w 95% granitolubnym zespołem czerwone wierchysitu skuciny i boimki dwurzędowej, który czerwienieje już w lipcu – tym też można tłumaczyć nazwę Czerwonych Wierchów. Przy pewnej dozie szczęścia pod koniec lata zobaczymy przedstawicieli jednego z rzadkich gatunków ptaków, np. płochacza halnego. Jeśli nie, musi wystarczyć rozległa panorama gór (m.in. na Giewont, Kominiarski Wierch i Tatry Orawskie), towarzysząca nam aż po szczyt Małołączniaka (2096 m). Uważa się, że widok Tatr Wysokich (Gerlach, Rysy, Wysoka) z Małołączniaka to jeden z najpiękniejszych w całych Tatrach Zachodnich.
 
Pośród traw, a następnie bloków wapiennych, przechodzimy przez Litworową Przełęcz na Krzesanicę (2122 m). Najwyższy z Czerwonych Wierchów to jednocześnie jeden z najwyższych w Polsce szczytów wapiennych, porośnięty wieloma ciekawymi roślinami, m.in. jałowcem halnym, sasanką alpejską białą czy makiem tatrzańskim.
czerwone wierchyZejście z Krzesanicy w stronę Ciemniaka (2096 m) dostarczy wrażeń osobom z lękiem wysokości – ścieżka prowadzi tuż nad stromą ścianą kotła polodowcowego Dolinki Ciemnej (Mułowej). O ile z Krzesanicy i Małołączniaka mogliśmy przy dobrej pogodzie podziwiać w pełnej krasie Tatry Wysokie, o tyle z Małołączniaka – Zachodnie.
Zmienia się też charakter skał – łatwo kruszące się łupki i piaskowce mają czerwone zabarwienie, nadane przez dużą zawartość związków żelaza, znacznie większą niż na pobliskim zboczu Skoruśniaka. W XIX wieku intensywnie działały tu kopalnie, a ich pozostałościami są liczne dziury i hałdy.
 
Podczas gdy większość wędrowców wybierze najkrótszą – i jednocześnie najmniej ciekawą – drogę czerwonym szlakiem do Kir, ja polecam przejście zielonym szlakiem Doliną Tomanową (odejście szlaku poniżej szczytu Ciemniaka, na Chudej Przełączce) do schroniska w Dolinie Kościeliskiej. Zejście to, łagodniejsze, o wiele mniej męczące dla kolan, jest jednocześnie mniej monotonne, dające dużo możliwości obserwacji rozmaitych form polodowcowych, i obfitujące w widoki na masyw Ornaku i inne otaczające szczyty.
 
Dolina Tomanowa ma długą tradycję wypasu owiec – czerwone wierchytutejsi górale otrzymali specjalne zezwolenie od króla Zygmunta III Wazy w 1615 roku – kontynuowaną aż do połowy XX wieku, kiedy go zakazano. Dziś przyroda ładnie się zregenerowała, a przez teren doliny przebiega jeden z głównych szlaków wędrówek zwierząt w Tatrach.
Trasę kończymy przy schronisku na Hali Ornak. Tym, którzy się jeszcze nie zmęczyli – polecam zwiedzenie atrakcji Doliny Kościeliskiej; wszystkim pozostałym – zasłużony odpoczynek.
 
Informacje praktyczne:
Trasa: Gronik PKS – Szatra (1044 m) – Przysłop Miętusi (1189 m) – Kobylarz – Małołączniak (2096 m) – Krzesanica (2122 m) – Ciemniak (2096 m) – Chuda Przełączka (1851 m) – schronisko na Hali Ornak.
Znaki: niebieskie od Gronika na Małołączniak, dalej czerwone do Chudej Przełączki i odtąd zielone do schroniska na Hali Ornak.
Trudność trasy: 2, na odcinku z łańcuchem 3
Czas przejścia: 6:30-7h.
 
Tekst i zdjęcia: Danuta Maciejewska

 

 

ZałącznikWielkość
CzerwoneWierchy.pdf419.17 KB