Wersja do wydrukuWersja do wydruku
dolina wodacejW Dolinie Wodącej w środku Jury Krakowsko-Częstochowskiej znajdziemy wszystkie „składniki” prawdziwej doliny. Jest zamek, grodziska, skały oraz jaskinie. Tylko wody nie ma.
 
O tym, że rzeka Wodąca, czy jakkolwiek ją nazwać, dolina wodacejnie istnieje, dowiemy się już po przyjeździe na miejsce. Położona niedaleko Pilicy dolina jest dosyć rzadkim przykładem suchej doliny krasowej. Nazwa Wodąca jest właśnie określeniem miejscowej ludności na tego typu zjawisko przyrodnicze. Prawdziwe piękno doliny to jednak sielski krajobraz z różnobarwnymi uprawami, a także porozrzucane grupy wysokich skał.
 
Od strony północnej dolinę zamyka wzgórze z zamkiem Smoleń, który jest idealnym miejscem do rozpoczęcia wycieczki. Z tutejszego parkingu odchodzą aż trzy szlaki. Idąc za żółtymi znakami, kierujemy się do rezerwatu Smoleń chroniącego zbocza wzgórza. Sam zamek składa się z potężnie wyglądającej wieży na skale oraz z niżej położonego dziedzińca z budynkiem mieszkalnym. Jak to zwykle bywa w przypadku takich warowni, najstarsza część znajduje się najwyżej. Mimo to, prowadzone przez specjalistów badania archeologiczne nie ujawniły, kiedy mogły powstać najdawniejsze fragmenty założenia obronnego. Uważa się, że zamek od początku stanowił własność rodu Toporczyków-Pileckich, a wznieść mógł go Jan Pilecki, kasztelan dolina wodacejradomski w latach 1341-47. W następnym wieku włości przeszły we władanie Leliwitów, którzy poprzez koligacje rodzinne znów zaczęli się nazywać Pileckimi. Ostatni przedstawiciel rodu – też Jan Pilecki – sprzedał zamek w 1570 r. biskupowi krakowskiemu, Filipowi Padniewskiemu, który z kolei przekazał warownię swojemu bratankowi Wojciechowi. Nowy właściciel nie zamieszkał już w zamku, tylko wybudował w niedalekiej Pilicy nowoczesne założenie pałacowe z bastionami. Od tego czasu Smoleń zaczął chylić się ku upadkowi. Odegrał rolę jeszcze w kilku mniejszych bitwach, m.in. był oblegany przez Szwedów w 1655 roku. Najeźdźcy spalili zamek, który nie został już odbudowany. W końcu XVIII wieku Austriacy rozebrali nawet część ścian, aby pozyskać materiał budulcowy.
 
Do zamku wchodzimy przez dawną część mieszkalną z widocznymi pozostałościami zabudowy. Drugie wejście znajduje się w obrębie dawnego zaplecza gospodarczego. Obie części zamku spaja wapienne wzgórze z wysoką na 16 metrów wieżą i ruinami niewielkiego budyneczku obok niej. Do wieży można się dostać pokonując stromą ścianę skalną przy pomocy wbitych metalowych klamr. Niestety, nie jest łatwo tam wejść, a po deszczu może to być wręcz niewykonalne. Odważni zostają wynagrodzeni ciekawym widokiem na dolinę oraz ruiny zamku.
 
Z ruin warto podążyć szlakiem czarnym, a następnie dolina wodacejniebieskim (miejscami słabo oznaczony), brzegiem lasu w kierunku Wodącej. Jeśli odwrócimy się w odpowiednim momencie, zobaczymy ciekawy widok na wzgórze Smoleń z wystającą z jego czubka wieżą zamku. Tuż przy skrzyżowaniu z czerwonymi znakami wyłaniają się z lasu Zegarowe Skały. Jest to jeden z największych i najbardziej skomplikowanych zespołów skał wapiennych w Jurze. Nie podchodząc do nich widać, że wystają 10 metrów ponad korony drzew. Często, nawet z daleka, zauważa się miłośników wspinaczki gdzieś pod szczytem którejś z Zegarowych Skał. Kiedy podejdziemy do skał (bez znaków) możemy zaobserwować ich niezwykłą budowę z basztami, iglicami i przewieszkami. Niezwykłość brył i wyżłobień tych bloków to efekt niszczącej działalności wody, która wytapiając się z lodowca, wierciła turnie i jaskinie w dość miękkim wapieniu. Proces erozji tych skał nadal postępuje…
 
Podobne działania natury spowodowały powstanie jaskiń w kolejnej grupie skał o nazwie Biśnik (dojście czerwonym i niebieskim szlakiem). Znajdujące się tu jaskinie – Na Biśniku oraz Psią – można zwiedzać we własnym zakresie po otrzymaniu zgody dyrekcji Jurajskich Parków Krajobrazowych, pamiętając o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. W pierwszej z nich po przeciśnięciu się wąskimi korytarzami, można natknąć się na małą salkę ze skromnymi naciekami. Piętnaście lat temu archeolodzy wykryli w tej jaskini ślady kultury orniackiej sprzed 40 tysięcy lat. Co ciekawe, jaskinie wykorzystywano też w XVII wieku. W jednej z nich znaleziono fragmenty warsztatu fałszerza monet (!) z czasów Jana Kazimierza. Penetrując Biśnik, warto też przyjrzeć się innej formie krasowej, a mianowicie oknu skalnemu od strony doliny.
 
dolina wodacejŻeby zobaczyć jeszcze coś ciekawego w okolicy, trzeba cofnąć się kilkaset metrów od Biśnika do ostatniego rozstaju szlaków. Stąd szlak zielony prowadzi w górę pod tzw. Grodzisko Pańskie. Jest to grupa skałek, na której stosunkowo niedawno odkryto pozostałości grodziska z XIII w. Prawdopodobnie ten gród był dawniej identyfikowany jako Smoleń lub Pilica i został zdobyty około 1300 roku przez wojska Wacława II. Po tym najeździe przestał istnieć. Ostatnie badania grodziska ujawniły jego skomplikowaną budowę i historię osadnictwa. Podobno okoliczne skały były zamieszkiwane przez myśliwych już w okresie neolitu. Jednak to dopiero nasi przodkowie za panowania Piastów dokonali przekształceń w konfiguracji skał. Wstawione między wapienie drewniano-ziemne umocnienia wydzielały kilka majdanów, które są widoczne do dziś. Mimo, że okolice Smolenia są dość znane, do reliktów drewnianej warowni mało kto przybywa. Grodzisko jest dobrze przystosowane do zwiedzania za pomocą łańcuchów i platform, choć mogą się pojawić pewne trudności. Wejść można właściwie wszędzie, co pozwala wyobrazić sobie dawną warownię, a także podziwiać krajobrazy ze szczytów wysokich skał.
 
Na sąsiedniej górce znajduje się jeszcze tzw. Grodzisko Chłopskie, do którego jednak trudniej dotrzeć. Do Smolenia wrócić można szlakiem zielonym, a później czerwonym.
Tekst i zdjęcia: Jakub Jagiełło

 

ZałącznikWielkość
DolinaWodacej.pdf612.07 KB